Credit crunch
Dyskusje na tematy dowolne, dotyczące życia w Wielkiej Brytanii.
Re: Credit crunch
przez wojti » Wto Mar 10, 2009 10:28 am
ewuski napisał(a):no ja tez nie rozumiem. przecie pracuje w prywatnej
mysle, ze w przeciwienstwie do polskiego bossa, ktory zatrudnia jedna osobe do wszystkiego, angielski pracodawca uwaza, ze musi zatrudnic osobno specjaliste do cerowania guzikow i drugiego do ich odrywaniaoczywiscie przejaskrawiam, ale tak to mozna mniej wiecej strescic. jedno i drugie ektremum, tyle, ze jedno eksploatacja, a drugie marnotrawstwo.
jesli to firma prywatna niech szef zatrudnia sobie tylu pracowników ilu ma ochotę. ważne aby nie dotować prywatnych dużych korporacji jak to ma miejsce w Polsce.
odnosnie administracji, zgodnie z prawem parkinsona, rozrost jest niezależny od ilosci pracy. parkinson podaje 5% w skali roku. ciekawy przykład. Ministerstwo Kolonii w 1935 roku liczyło 372 pracownikow a w 1954 roku 1661 pracownikow (od 1947 liczba kolonii stale kurczyła sie).
http://ms-net.info/pliki/pdf/prawo_parkinsona.pdf
za każdego głupiego posta Pan Bóg zabija małego kotka
-

wojti - Posty: 298
- Rejestracja: Nie Paź 12, 2008 1:23 pm
- Miejscowość: Leeds:)
Re: Credit crunch
przez dzieju » Wto Mar 10, 2009 3:38 pm
wojti napisał(a):jesli to firma prywatna niech szef zatrudnia sobie tylu pracowników ilu ma ochotę.
I tak i nie, z jednej strony sa to pieniadze wlasciciela lub wlascicieli i to ich sprawa jak zarzadzaja firma gorzej gdy jest to jakas znaczaca czesc gospodarki i problemy firmy odbijaja sie czkawka na gospodarce, tak jak w przypadku Bankow
wojti napisał(a):ważne aby nie dotować prywatnych dużych korporacji jak to ma miejsce w Polsce.
zgadzam sie ale powinienes dodac "i w wielu innych krajach na swiecie"
Francja i Wlochy robily to wielokrotnie, za co wielokrotnie byly krytykowane. Robily to tez inne panstwa USA, Japonia itd ale one nie sa zrzeszone z UE wiec mogly robic co chcialy i nikt sie temu nie sprzeciwial.
wojti napisał(a):odnosnie administracji, zgodnie z prawem parkinsona, rozrost jest niezależny od ilosci pracy.
zgodze sie z Toba, administracji panswowej nie placi sie za efekty, a natura ludzka jest taka ze "czy sie stoi czy sie lezy, 2 tys sie nalezy"
Dlatego naprzyklad rzad Browna zamierza oddac sortownie poczty w prywatne rece, gdyz UPS ktora jest tym zainteresowana jest gotowa robic to znacznie efektywniej i taniej, jak sam sie domyslasz pracownicy Royal Mail nie bardzo sa zadowoleni.
I moge sie zalozyc ze pozniej znajda sie tacy ktorzy bede wietrzyc w tym lapowke lub teorie spiskowa
Ale wracajac do tematu credit crunch, jak to ladnie jest wyjasnione na filmiku powyzej.
bezposrednia przyczyna obecnego kryzysu bylo udzielanie kredytow tym ktorych na to nie stac, do puki ceny domow rosly to nie mialo znaczenia dla banku czy kredytobiorca splaca czy nie.
Ale nie tylko to, wiele osob chcialo szybko zarobic i inwestowali w papiery wysokiego ryzyka, a teraz dziwia sie ze stracili... To jak by pojsc do Kastna a pozniej dziwic sie ze sie stracilo
Wojti tak narzekasz na Polske a tu prosze - Druga najbardziej konkurencyjna gospodarka UE
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... ia_na.html
orginal
http://www.lisboncouncil.net/index.php? ... &Itemid=35
A w Europie w tym momencie najstabilniejsza gospodarke ma Moldawia - gdyz jej system bankowy praktycznie nie istnieje
A co do strefy Euro gdyby Polska i UK byly w strefie Euro, nie bylo by problemu ze nagle Euro i Dolar jest taki drogi i nie bylo by problemu z opcjami walutowymi, czy tym ze importowane produkty sa takie drogie..
Jako ciekawostka: jeszcze doniedawna w Uk byly najwyzsze zarobki w Europie, przy tym kursie Euro, tutejsze zarobki zaczynaj wygladac kiepsko Placa minimalna UK £5,72 ;IE - po przeliczeniu £7.98,
Srednie zarobki tygodniowe tez sa o jakies £150 wyzsze.
-

dzieju - Posty: 347
- Rejestracja: Sob Paź 11, 2008 2:10 pm
Re: Credit crunch
przez wojti » Czw Mar 12, 2009 12:16 pm
”Amerykański deficyt bilansu
płatniczego jest tak ogromny i nieodwracalny, że musimy zaakceptować, iż w przyszłości
nastąpi run przeciwko dolarowi. Prawdopodobnie taki, który poprzedzi globalny
kryzys finansowy.”
Paul Samuelson
Alan Greenspan, swego czasu randysta i obrońca austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego, był w stanie wykreować jeden z najbardziej imponujących boomów w historii Stanów Zjednoczonych. W latach sześćdziesiątych mądrze przestrzegał przed niebezpieczeństwem, jakie się wiąże z istnieniem banków centralnych. Główną tezę jego prac z tego okresu można by streścić frazą „albo złoto, albo niewola”. Greenspan wskazywał, że banki centralne to główna przyczyna niestabilności systemu finansowego i rozrastającego się państwa. I dokładnie tak ładnie jak sugerował, tak samo sprawnie i z radością obejmował szefostwo amerykańskiego banku centralnego dwadzieścia lat później. Zręcznie niczym w rytmicznych słowach hitu Elvisa Presleya zwiększał ilość pieniędzy w obiegu. Got a whole lot of money that’s ready to burn. Wbrew powszechnemu mniemaniu, które skutecznie podtrzymują finansowi biurokraci, bank centralny może robić tak naprawdę tylko jedną rzecz: zwiększać ilość pieniędzy, szybciej, wolniej, mocniej, słabiej – wszystko jedno, jak to nazwiemy, bo w ostatecznym rozrachunku ma on jedno główne narzędzie prowadzenia polityki pieniężnej: druk pieniędzy. I chociaż czaruje się ludzi różnymi narzędziami, chowanymi pod pięknie brzmiącymi terminami, takimi jak „operacje otwartego rynku”, „stopy dyskontowe” (czy „redyskontowe” albo „referencyjne”), „dostarczanie płynności”, to efekt jest jeden: wdrukowanie pieniędzy prosto w system bankowy i przez to zwiększanie podaży pieniądza. Współcześni ekonomiści chcą przywiązywać wagę do tego, jak ten proces jest dokonywany, co prowadzi do niepotrzebnego przesunięcia akcentów. Dawniej dyskusja na temat inflacji koncentrowała się na „ogólnym poziomie cen” zamiast na podaży pieniądza. Dzisiaj z kolei w polityce pieniężnej nie przywiązuje się wagi do „podaży pieniądza”, tylko do „stopy procentowej”. To kolejna próba ucieczki od rzeczywistego problemu, o którym nie chcą dyskutować obrońcy banku centralnego.Z tego powodu w latach 90., pomijając kwestię ezoterycznej wiedzy i wrażenia doskonałej intuicji, które biły od Alana Greenspana, najważniejsza była decyzja o zwiększaniu podaży pieniądza. W efekcie zgodnie z przewidywaniami, jakie zaoferował światu 80 lat temu Hayek, rozpoczęło to okres boomu gospodarczego, który spowodował podjęcie wielu przedsięwzięć inwestycyjnych ocenianych wcześniej jako nieopłacalne. Do tego bezrobocie spadało, płace rosły, inflacja pozostawała niezauważalna, zyski giełdowe rosły, nastała „nowa ekonomia”! W USA rósł deficyt handlowy, choć dolar – wbrew teorii ekonomii – nie tracił siły nabywczej. Jedynie ci, którzy pozostawali wierni rzetelnej teorii, patrzyli na sytuację podejrzliwie, bowiem zachwyt wynikał z obserwacji tylko tego, co widoczne. A przecież Bastiat, wybitny francuski ekonomista zawsze powtarzał, aby nie ulegać prostym obserwacjom i zawsze pamiętać o tym, co niewidoczne.Stąd niektórzy ekonomiści, szczególnie przedstawiciele „szkoły austriackiej”, podchodzili sceptycznie do boomu generowanego przez Greenspana, ponieważ nie polegał on na zwiększaniu przez ludzi dobrowolnych oszczędności i inwestycji, lecz na druku papierowego pieniądza, który wpływa na Wall Street i tym sposobem tworzy papierowe zyski. Taka polityka może jedynie przez pewien okres wygenerować złudne prosperity (na którym niektórzy faktycznie zrobią wielkie pieniądze pod warunkiem, że w porę się wycofają, a kosztami recesji obciążą innych). W końcowym rozrachunku jednak nieopłacalne inwestycje, rozpoczęte aktywną polityką pieniężną, będą musiały zostać upłynnione w trakcie nieuniknionej recesji.Tymczasem, kiedy taki czas nadszedł, to jest w okolicach roku 2001, Greenspan nie zrezygnował z presleyowskiego podejścia i postanowił kontynuować agresywną politykę pieniężną bez względu na to jak opłakane konsekwencje to przyniesie. I’m gonna keep on the run if it costs me my very last dime. I tak na początku XXI wieku doszło do największego w historii świata boomu mieszkaniowego. Zgodnie z American Dream (bo przecież każdy musi mieć swoje cztery kąty; nieważne że gospodarki na to być może nie stać) przy radykalnych obniżkach stopy doszło do wsparcia boomu kredytów hipotecznych. Rosnąca podaż pieniądza wpływała tym kanałem i doprowadziła do ogromnego wzrostu cen nieruchomości. Jednocześnie proces ten odbywał się przy bardzo niskich, jeśli nie niziutkich stopach procentowych, które mieli spłacać kredytobiorcy. Nieświadomi byli tego, jak poważne będą konsekwencje owej inflacyjnej polityki, gdy już boom zostanie zatrzymany tj. ceny nieruchomości spadną, a stopy procentowe i odsetki od kredytów wzrosną – wtedy nawet sprzedaż mieszkania nie uwolni od hipoteki. Alan Greenspan, emerytowany król centralnej bankowości, umył ręce od odpowiedzialności za bieżące problemy na rynku amerykańskim, uważając, że nie przyczynił się do obecnego kryzysu dolarowego. To czarnoksięskie „zawirowania”, „turbulencje”, „globalizacja”, „nowa ekonomia”, a nie Alan Greenspan doprowadziły do tego, że nagle pojawiło się mnóstwo pieniędzy wdrukowywanych prosto w amerykańską gospodarkę. Alan jednak musi pamiętać artykuł z 1966 r., z którego wynikało, że to banki centralne odpowiadają za niestabilność systemu finansowego i gospodarczego. W dodatku warto zwrócić uwagę na słowa w nim wypowiedziane na temat prób wydrukowywania się z kłopotów, w których to pokpiwał z panicznych projektów powstrzymywania recesji dalszym drukiem pieniędzy. Sam dokładnie próbował to zrobić na początku dwudziestego pierwszego wieku, a bałagan po sobie przekazał nowemu prezesowi, Benowi Bernanke.
Na szczęście dzięki internetowi wykrycie rządowych manipulacji jest dziś łatwiejsze niż parę lat temu. Wielkie brawa należą się Johnowi Williamsowi. Redaguje on stronę Shadow Goverment Statistics, na której ujawnia machinacje dokonywane w cieniu oficjalnej rządowej księgowości. Najnowsze dane o „inflacji” w Stanach mówią o ponad 4%. Tymczasem jak pokazuje strona shadowstats.com, zgodnie z metodą liczenia z początku lat 90 (przed Clintonem) wzrost cen wynosi 8% czyli dwa razy więcej. Co więcej, jeśli zastosujemy metody z początku lat osiemdziesiątych, to okaże się, że wzrost cen wynosi 12%, a więc trzy razy więcej niż wskazują na to dzisiejsze statystyki.
W świetle tego, że Bernanke, podobnie jak Greenspan, bez opamiętania pompuje w gospodarkę pieniądze bardzo prawdopodobne jest, że rzeczywiste wzrosty cen lepiej odzwierciedlają indeksy przedstawiane przez shadowstat.com. Nie zapominajmy, że Fed zdecydował się podjąć szokujący krok i zaprzestał publikowania danych o wzroście podaży pieniądza M3 (czyli tego agregatu, który obejmuje dolary drukowane i wysyłane zagranicę).Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że fałszowanie oficjalnych statystyk inflacji jest nie tylko oszukiwaniem społeczeństwa w sprawie rzeczywistych spadków siły nabywczej.
I tak na przykład zgodnie z wyliczeniami shadowstats.com okazuje się, że od 2001 gospodarka amerykańska tak naprawdę się nie rozwija. Mamy kurczenie się PKB, a rzekomy wzrost, w który każe wierzyć rząd, to skutek ukrywania prawdziwych wzrostów cen, które wyżarłyby rzekome przyrosty, to fikcja produkowana na papierze za pomocą statystycznych manipulacji
Zresztą w nieco szokującym wystąpieniu Ben Bernanke, odpowiadając na uwagi Rona Paula, napomknął, że nie jest ważne, czy dolar bardzo traci na wartości, bo przecież liczą się tylko ceny dóbr w kraju wyrażone w dolarach. Nie byłoby nic zaskakującego w tej wypowiedzi, gdyby padła z ust polityka, ale wypowiedziana przez szefa banku centralnego wywołała u wielu ekonomistów dreszcz przerażenia. Drukarz z krwi i kości.
Czy rzeczywiście może dojść do upadku dolara i hiperinflacji, która zniszczy amerykańską gospodarkę? I dlaczego w ogóle Fed miałby sprzyjać tak katastrofalnym decyzjom, które do tego poprowadzą? No cóż – w pewnym momencie Ben może natrafić na mur. Być może spełniając swoją obietnicę, że nigdy nie dopuści do deflacji i bankructw, będzie musiał drukować tak dużo pieniądza, że wywoła hiperinflację i krach walutowy. A taki scenariusz nie jest wykluczony.
Najbliższe lata będą decydujące. Okaże się, czy los tonącego jest przesądzony i czy znajdą się chętni do jego ratowania. Jeśli zaś chętnych nie zabraknie, to czy przypadkiem tonący nie pociągnie ze sobą na dno wszystkich tych, którzy udają, że potrafią gotować darmowe obiady.
Jedno jest pewne. Nadchodzi kolejna lekcja zdrowej ekonomii. Pytanie, kto i czego będzie się w stanie z niej nauczyć?
http://liberalis.pl/2008/01/16/mateusz- ... na-lekcja/
za każdego głupiego posta Pan Bóg zabija małego kotka
-

wojti - Posty: 298
- Rejestracja: Nie Paź 12, 2008 1:23 pm
- Miejscowość: Leeds:)
Re: Credit crunch
przez derailed » Wto Mar 24, 2009 4:27 pm
Na kryzysie tez sie da zarobic. Dzisiaj widzialem w centrum reklame w jednym z barow salatkowych:
Crunch Lunch, only £1.49
I kolejka az na zewnatrz..
A wczoraj w metro byla historia jakiejs kobitki ktora zeszla na oko z rozmiaru tluste L na XL:
I've lost plenty of pounds on credit crunch lunch...

Crunch Lunch, only £1.49
I kolejka az na zewnatrz..
A wczoraj w metro byla historia jakiejs kobitki ktora zeszla na oko z rozmiaru tluste L na XL:
I've lost plenty of pounds on credit crunch lunch...

-

derailed - Posty: 465
- Rejestracja: Wto Paź 07, 2008 7:39 pm
- Miejscowość: Edinburgh
Re: Credit crunch
przez Mis Uszatek » Nie Sty 16, 2011 1:23 pm
USA rekordowo zadłużone
Dług publiczny USA osiągnął rekord wszech czasów i w ostatnim tygodniu grudnia przekroczył 14 bln dol. - podał portal Yahoo News, powołując się na agencję AP. Oznacza to, że każdy Amerykanin jest zadłużony na ponad 45 tys. dol.
Niemal połowa obecnego zadłużenia powstała w ciągu ostatnich sześciu lat. Zadłużenie wzrosło z 7,6 bln dol. w 2005 roku, kiedy prezydent George W. Bush zaczynał swą drugą kadencję, do 10,6 bln w dniu, w którym urząd prezydenta objął Barack Obama i do 14,02 bln obecnie.
Dług publiczny zazwyczaj kurczy się w czasach pokoju i rośnie w latach wojny. Gwałtowny skok zadłużenia od 2005 roku przypadł na okres, w którym Stany Zjednoczone prowadziły dwie kosztowne wojny oraz przeszły najgłębsze załamanie gospodarcze od lat 30. XX wieku - przypomina AP.
W liście do Kongresu USA amerykański minister skarbu Timothy Geithner poinformował, że w marcu tego roku przekroczony zostanie dopuszczalny prawnie limit wysokości długu publicznego, który wynosi 14,3 mld dol.
Według Geithnera, jeśli limit ten nie zostanie podniesiony, gospodarkę amerykańską czeka katastrofa na miarę kryzysu finansowego z lat 2008-2009.
http://www.wp.pl
-

Mis Uszatek - Posty: 7
- Rejestracja: Śro Cze 30, 2010 3:55 am
15 posty(ów)
• Strona 2 z 2 • 1, 2
Kto jest na forum
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości
