Monday, 21st May 2012

Cholerni obcokrajowcy: Polska bitwa o Anglię

To jedna z najważniejszych bitew II wojny światowej. Trwała ponad dwa miesiące, powstrzymała niemiecką ekspansję na Zachodzie. O bitwie o Anglię oraz filmie „Bloody foreigners: Polish Battle of Britain” z mieszkającym w Londynie polskim historykiem lotnictwa Jerzym Cynkiem rozmawia Piotr Gulbicki.

Jest pan konsultantem tego filmu…

Nie tyle konsultantem, co raczej ekspertem wypowiadającym się na pewne kwestie. W filmie wystąpiłem jako historyk, natomiast nie miałem wpływu na jego ostateczny kształt, ani na to, co zostało w nim zawarte.

Długo trwały przygotowania?

Nie znam szczegółów, natomiast wielogodzinna rozmowa ze mną została nagrana w studiu telewizyjnym Channel 4 – który jest producentem tego obrazu – na początku października ubiegłego roku. W pierwszej wersji premiera filmu miała się odbyć w lutym, ale ostatecznie przesunięto ją na lipiec, by uczcić siedemdziesiątą rocznicę rozpoczęcia walk, które trwały od 10 lipca do 31 października 1940 roku.
W międzyczasie zamknięty pokaz filmu odbył się w marcu w Sali Filmowej Imperial War Musem.

I cieszył się ogromnym zainteresowaniem.

Sala pękała w szwach. Cieszy fakt, że poza Polakami było wielu Anglików, wielu młodych ludzi. W filmie akcentowany jest bowiem ogromny wkład Polaków w zwycięstwo aliantów, a widz ma możliwość zobaczenia wielu archiwalnych kadrów, zdjęć, wypowiedzi polskich pilotów. Nie bezpośrednich uczestników tamtych wydarzeń, bo ci już nie żyją, ale ich następców. Na przykład pułkownika Franciszka Kornickiego, późniejszego dowódcy Dywizjonu 317…

Ale jest trochę historycznych nieścisłości…

Trochę nieścisłości, trochę niedopowiedzeń. Podaje się na przykład, że Hitler postanowił rozpocząć inwazję na Anglię 17 września 1940 roku, natomiast w rzeczywistości dokładna data tej operacji nigdy nie została przez niego ustalona. Było to bowiem uzależnione od sukcesu ofensywy powietrznej Luftwaffe, a jej fiasko spowodowało odłożenie inwazji na czas nieokreślony.
Ponadto film nie informuje, że olbrzymi nalot niemiecki na Londyn 7 września, w którym wzięło udział 348 bombowców z eskortą 620 myśliwców, był największą operacją niemieckich sił powietrznych w całej wojnie. Również niektóre nazwiska lotników bądź ich stopnie wojskowe podane są mylnie.
Pamiętajmy jednak, że to fabularyzowana opowieść, stąd pewne nieścisłości. Niemniej nie zmienia to faktu, że film to kawał dobrej, dziennikarskiej roboty.

…do tego po raz pierwszy akcentujący zasługi Polaków w bitwie o Anglię.

W latach 60. ubiegłego stulecia powstał brytyjski obraz na temat tej kampanii, również poruszający te kwestie. Wartościowa pozycja, później jednak nie wracano już do tematu. Natomiast w Polsce producenci filmowi w ogóle nie podjęli tego zagadnienia.

Brak zainteresowania?

Nie wiem. Brak zainteresowania, pieniędzy, środków, koncepcji? Pozostaje niedosyt, bowiem nasi piloci zapisali jedną z najpiękniejszych kart w historii polskiego oręża i warto to docenić, również z myślą o młodych ludziach, potrzebujących wzorców, autorytetów. Żyją jeszcze świadkowie wojennych wydarzeń, ale tamto pokolenie już odchodzi, czasu nie da się nadrobić.

Na czym można by się skupić?

Chociażby na losach poszczególnych pilotów. Największym myśliwskim asem bitwy o Anglię był Czech Josef Frantisek, który wolał latać Polakami i zestrzelił 17 niemieckich maszyn. Ale nasi piloci uzyskali tylko nieznacznie gorsze wyniki – na przykład Witold Urbanowicz, mający na koncie 15 strąceń…

Tytuł filmu jest dość prowokacyjny…

„Bloody foreigners: the Polish Battle of Britain” czyli w wolnym tłumaczeniu „Cholerni obcokrajowcy: Polska Bitwa o Anglię” dobrze określa ówczesny stosunek Anglików do polskich aliantów. Stosunek, przynajmniej na początku, niechętny, gdyż ze względu na nieznajomość języka trudno było Polakom porozumieć się z ich angielskimi dowódcami. Tę niechęć pogłębiał fakt, że polscy myśliwcy latający w 1939 roku na PZL-ach ze stałym podwoziem często zapominali podczas treningu na Hurricanach o otwieraniu podwozi do lądowania, co prowadziło do uszkodzeń samolotów.
Film przypomina dramatyczne wejście do akcji Dywizjonu 303 dzięki niesubordynacji Ludwika Paszkiewicza, który podczas lotu treningowego dostrzegając walkę powietrzną samowolnie oddalił się od swojego klucza i zestrzelił niemiecki samolot zaliczając pierwsze strącenie. Tymczasowy angielski dowódca dywizjonu uznał wówczas, że nie należy dłużej pozbawiać Polaków możliwości walki i następnego dnia, 1 września 1940 roku, dywizjon został postawiony w stan gotowości bojowej.

I okazał się najskuteczniejszą jednostką spośród wszystkich dywizjonów alianckich…

Pułkownik Stanley Vincent, dowódca bazy Northolt z której startowali Polacy, był na tyle zaskoczony masowo zgłaszanymi zwycięstwami naszych pilotów, że polecił swojemu oficerowi, kwalifikującemu meldowane zestrzelenia, poddawać je szczegółowej analizie. Co więcej, zdecydował się naocznie przekonać jak walczą polscy sojusznicy i 5 września poleciał za poderwanym do akcji Dywizjonem 303. To, co zobaczył, wywarło na nim ogromne wrażenie. Lądując w Northolt oświadczył: „Na Boga, oni to robią rzeczywiście, to nie żadna imaginacja” i dodał, że tego widoku nie zapomni do śmierci.

Skąd się brała taka skuteczność polskich pilotów?

Składało sie na to połączenie kilku czynników. Po pierwsze, doskonałe wyszkolenie strzeleckie, połączone z wolą walki, odwagą i doświadczeniem bojowym zdobytym podczas kampanii wrześniowej 1939 roku i bitwie o Francję.
Po drugie, polska taktyka myśliwska, pozwalająca pilotom na pewną swobodę indywidualnego działania przy zachowaniu zespołowej dyscypliny.
Niebagatelne znaczenie miał też tak zwany polski orli wzrok, jak nazywali go Anglicy i Amerykanie, wspominający, że Polacy zawsze pierwsi dostrzegali na niebie samoloty wroga
No i wreszcie nieoceniona pomoc polskich mechaników naprawiających nieustanie, 24 godziny na dobę, uszkodzone w boju samoloty, co zapewniało naszym dywizjonom najwyższy stopień sprawności sprzętowej wśród wszystkich jednostek RAF-u.

Mówi pan o orlim wzroku Polaków…

Wydaje się, że to efekt specjalistycznych ćwiczeń. Jednym z nich było na przykład obserwowanie much i dokładne śledzenie ruchów jakie wykonują. To potem procentowało w walce.
Tu warto wspomnieć o konkursie strzeleckim 11. Grupy Myśliwskiej jaki odbył się 11 kwietnia 1942 roku. Uczestniczyły w nim 22 dywizjony, w tym trzy polskie, a wynik wprawił w zdumienie i zakłopotanie dowództwo grupy. Otóż Dywizjon 303 uzyskał 808 trafień, Dywizjon 316 – 432 trafienia, a Dywizjon 315 – 183 trafienia. Natomiast najlepszy dywizjon RAF-u, który zajął czwartą lokatę, miał na koncie 150 trafień.

Jedni mówią o bitwie o Anglię, inni o bitwie o Wielką Brytanię. Która terminologia jest poprawna?

Obie. Faktem jednak jest, że historycy od początku przyjęli tę pierwszą wersję, tym bardziej, że używano jej powszechnie podczas wojny.
Tekst PIOTR GULBICKI, Dziennik Polski

www.mojawyspa.co.uk

Wrażenia z kursu językowego w UK

Londyn jest tak fascynującym miastem, że liczba turystów trzykrotnie przewyższa liczbę jej mieszkańców. Ta metropolia rozciągająca się po obu stronach Tamizy ma tak wiele do zaoferowania turystom. Każdy pragnie zwiedzić Pałac Buckingham, Gabinet Figur Woskowych Madamme Tussaud, Opactwo Westmin-sterskie i wiele innych sławnych miejsc łącznie z ulicą Oxford, na której tętni życie jak nigdzie indziej.

Choć tamtejszy klimat niezbyt mi odpowiada, nie mogłam oprzeć się chęci zwiedzenia tego miasta. Mój wyjazd łączył się z nauką języka angielskiego. Mam blokadę językową i uznałam, że w Londynie ją przełamię.

W wyszukiwarce internetowej znalazłam szkołę prowadzącą kursy językowe dla obcokrajowców, położoną niedaleko Tamizy, zamku Tower of London i centrum finansowego Londynu – City of London. Uznałam, że miejsce jest idealne dla kogoś, kto chce poza nauką mieć szybki dostęp do wszelkich sławnych miejsc tego miasta.

Zakwaterowana byłam u rodziny angielskiej, w pokoju dwuosobowym z Azjatką. Bardzo szybko złapałyśmy kontakt i zaprzyjaźniłyśmy się. Do dziś piszemy maile i planujemy jakiś wspólny wyjazd. W pierwszym dniu, po napisaniu testu kwalifikacyjnego, rozdzieleni byliśmy do odpowiednich grup zaawansowania. Ja zapisałam się na kurs intensywny z podwójna liczbą godzin (30/tygodniowo). Już po tygodniu poczułam jak duże postępy robię w konwersacji. Przestałam wstydzić się mówić z błędami. Bardzo pomocne były dla mnie rozmowy przy posiłkach z rodziną angielską. Nikt się ze mnie nie śmiał a wręcz przeciwnie, pomagał mi poprawiać i rozumieć błędy.

Program zajęć pozalekcyjnych, jakie oferowała szkoła, był tak bogaty, że nikt się nie nudził nawet w czasie deszczu. Nie to jednak dla mnie było najważniejsze. Samo prowadzenie lekcji i profesjonalni nauczyciele, którzy starali się ze wszystkich sił abyśmy się nauczyli i byli zadowoleni. Muszę przyznać, że w Polsce mało jest tak nastawionych nauczycieli. Mam przykre doświadczenia ze szkoły może, dlatego uogólniam, ale nauczyciel polski kojarzy mi się z katem, który ma satysfakcję ze stawiania pały i nie zależy jemu na tym abyś umiał, bo nigdy cię nie doceni ani nie da szansy poprawy.

Cztery tygodnie mojego pobytu minęły jak jeden dzień. Wróciłam do domu szczęśliwa i bardzo douczona. Przestałam się wstydzić mówić po angielsku. Każdemu, kto pragnie mówić w obcym języku polecam wyjazdy językowe chociażby na dwa tygodnie. Przez te cztery tygodnie opanowałam program, który w Polsce przerabia się przez dwa lata. Nie żal pieniędzy, bo to jest inwestycja przyszłościowa.

polishstudent.co.uk

Szansa studiowania za darmo

Studenci oxfordzkiego uniwersytetu będą mięli szanse studiować za darmo jeżeli podejmą się użytecznych społecznie prac.

Jak można dziś przeczytać w dziennikach “The Independent” i “The Telegraph”, kierownik finansów Uniwersytetu w Oxford nakreślił nowy plan mający pomóc studentom, którzy zamierzają podjąć się użytecznych społecznie prac. Będą oni mogli liczyć na umorzenie opłat za czesne.

Przedstawiciele uniwersytetu podkreślają, iż jest to póki co jedynie projekt.

Jednocześnie władze uczelni dążą do osiągnięcia większej niezależności finansowej szkolnictwa wyższego od rządu, domagając się zniesienia jego kontroli nad wysokością czesnego, które na dzień dzisiejszy wynosi £3,225.
Miałoby to usprawnić działanie uniwersytetu wspierając finansowo studentów.

Zaproponowano utworzenie funduszu, z którego mogłyby być opłacane studia tych, którzy podejmują się pracy w zawodach użytecznych społecznie jak na przykład zawód nauczyciela. Fundusz ten miałby się opierać na dobrowolnych datkach od zamoznych absolwentów uniwersytetu.

O tym czy projekt stanie się rzeczywistością dowiemy się późnym latem tego roku.

londynek.net

Pogoda w Leeds

Leeds West Yorkshire, England United Kingdom
21/05/2012, 02:53
Przeważnie pochmurno
Przeważnie pochmurno
6°C
odczuwalna: 3°C
aktualne ciśnienie: 1010 mb
wilgotność: 100%
prędkość wiatru: 2 m/s N
Prognoza 22/05/2012
dzień
Częściowo słonecznie
Częściowo słonecznie
22°C
Prognoza 23/05/2012
dzień
Przelotne zachmurzenie
Przelotne zachmurzenie
22°C
 

Ostatnio na forum

Polskie radio online

Top