Monday, 6th February 2012

Gigantyczne podwyżki cen energii w UK?

Gaz o 19 proc., prąd o 10 proc. w górę – takie podwyżki planuje od 1 sierpnia jeden z głównych dystybutorów energii w Wielkiej Brytanii. Roczne rachunki przecietnej rodziny zwiększą się o 180 funtów.

Takie podwyżki zapowiedział wczoraj ScottishPower, jeden z największych dostarczycieli energii w Wielkiej Brytanii. – To skutek podwyżek cen surowców na światowych rynkach – tłumaczy Raymond Jack, dyrektor handlowy ScottishPower. – Rozumiemy problemy naszych odbiorców, ale my też nie możemy znosić w nieskończoność gigantycznych wzrostów cen surowców.

Eksperci twierdzą, że wkrótce to samo zrobią pozostali dostarczyciele energii z terenu Zjednoczonego Królestwa. – Podwyżki u konkurencji to kwestia tygodni – prognozują. – Ostatnia wspólna podwyżka energetycznej “Wielkiej Szóstki” miała miejsce ledwie kilka miesiecy temu. Wówczas rachunki 28 mln odbiorców zwiększyły się o 5,6 proc.

Mervyn King, dyrektor Bank of England już miesiąc temu przestrzegał, że nie jest możliwe utrzymanie cen w obecnej sytuacji geopolitycznej. Już wtedy prognozował 15-procentowe podwyżki – Kryzys energetyczny wywołany katastrofą nuklearną w Japonii oraz wojną w Libii musi przełożyć się na podwyżkę rachunków – tłumaczył.

Organizacje konsumeckie są bezradne. Zdają sobie sprawę, że klient nie będzie miał wyboru. Bo w branży energetycznej ceny są niemal identyczne i trudno mówić o realnej konkurencji.

Podwyżce zdecydowanie sprzeciwiają się szkoccy parlamentarzyści. Apelują o rządu Wielkiej Brytanii o zablokowanie realizacji planów potentatów energetycznych. Tłumaczą, że te mogą doprowadzić do ubóstwa właścicieli domów. Już teraz 800 tysięcy z nich nie jest w stanie unieść ciężaru wysokich cen energii.

Ludzie nie zniosą tak kolosalnej podwyżki. Rząd Wielkiej Brytanii musi zacząć działać – alarmuje Mike Weir ze Scottish National Party, która ma większość w parlamencie Szkocji.

Tymczasem rząd zdaje sobie sprawę z sytuacji na świecie i konsekwencji dla sektora energetycznego. Dlatego jak na razie bezradnie rozkłada ręce. – Jedynym rozwiązaniem jest zwiększenie produkcji energii odnawialnej – tłumaczy Chris Huhn, sekretarz UK Energy.

Zapowiedź podwyżki zelekryzowała również polskich imigrantów. Głowią się jak tak drastyczna podwyżka wpłynie na ich codzienne życie. Ci, którzy wynajmują wspólnie mieszkania już teraz wyliczają o ile więcej będą musieli się co miesiąc zrzucać. – Mieszkamy w trójkę i co miesiąc wykładamy po 60 funtów. Wychodzi, że teraz trzeba będzie dorzucić jeszcze dychę – wylicza Paweł z Edynburga.

Piotrek mieszka z żoną i malutkim synkiem w domu pod miastem. Właśnie wyliczył, że rocznie będą musieli dopłacić ok. 150 funtów.

Mieszkańcy pozostałych regionów Wielkiej Brytanii z niepokojem przyjmują te informacje. – Najpierw Szkocja, potem my – komentują.

emito.net

Polacy w UK to śmietanka pracownicza

Wpuszczenie do UK setek tysięcy Polaków i innych obywateli nowych państw UE, było bardzo dobrym posunięciem – czytamy w „The Economist”. Po 2004 r. Wielka Brytania zyskała na imigrantach, ale po 1 maja 2011 r. Niemcy stracą. Nie chodzi o liczbę cudzoziemców, ale o ich jakość.

Ciekawa analiza brytyjskiego podejścia do polityki imigracyjnej ukazała się na stronach „The Economist”. Jej autor pisze wprost, że wpuszczenie do UK setek tysięcy Polaków i innych obywateli nowych państw UE, było najrozsądniejszym wyjściem z sytuacji.

Powodów do wysnucia takiej tezy jest kilka. Po pierwsze, Wielka Brytania otwierając w 2004 roku rynek pracy m.in. dla Polaków, zdaniem autora publikacji, zrobiła bardzo słuszny krok. Nowy rynek pracy przyciągnął setki tysięcy imigrantów, ale szybko ustabilizował się na tyle, że na Wyspach zostali przede wszystkim dobrze wykwalifikowani ludzie w sile wieku.

Młodzi, energiczni, wykształceni

Potwierdza to raport niemieckiego Institut zur Zukunft der Arbeit z Bonn. Eksperci porównywali europejskie rynku pracy po 2004 roku. Okazuje się, że np. Niemcy, którzy najdłużej utrzymali okres przejściowy dla Polaków i innych narodów z bloku wschodniego, przyciągają imigrantów słabiej wykształconych i raczej starszych. Z kolei na Wyspy przybyli przede wszystkim młodzi energiczni ludzie, dobrze wykształceni i wykwalifikowani w swoim fachu.

Dzięki otwarciu rynku pracy Wielka Brytania zgarnęła śmietankę z rynków pracy wielu krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Autorzy raportu z Institut zur Zukunft der Arbeit podkreślają, że jeszcze żaden kraj nie cierpiał z nadmiaru dobrze wykwalifikowanych pracowników. W ten sposób eksperci ucinają dyskusję na rzekomego odbierania pracy Brytyjczykom przez przebojowych imigrantów.

Autor tekstu zauważa także, że Wielka Brytania w przedziale najnowszej historii już dwukrotnie okazała się sojusznikiem dla Polski. Ma on ma myśli falę imigracji po zakończeniu II wojny światowej oraz otwarcie rynku pracy w 2004 roku.

Ryzyko pracy na czarno

Autor artykułu zauważa jeszcze jedną ciekawą rzecz. Jeśli Wielka Brytania otworzyłaby tylko granice, jak zrobiły to Niemcy, ale ograniczyła możliwości legalnej pracy, to skończyłoby się to ogromnym rozwojem procederu pracy na czarno. Nikt by na tym nie zyskał – ani gospodarka UK, ani sami imigranci, głównie Polacy.

Samo otwarcie granic, którego wymaga UE spowodowałoby i tak wzmożone przyjazdy imigrantów, ale raczej byłyby to osoby słabiej wykształcone i bardziej skore do popełniania przestępstw i wykroczeń.

Politycy wobec imigracji

Oczywiście dla wielu polityków decyzja z 2004 roku nadal jest synonimem totalnego błędu. Tak uważa m,in. minister Damian Green, który stwierdził, że „importowanie cudzoziemców to krótkoterminowe lekarstwo dla brytyjskiego rynku pracy”. Jego zdaniem bardziej trzeba było się skupić na aktywizacji Brytyjczyków do podejmowania nowych wyzwań na rynku pracy.
Autor tekst w „The Economist” przyznaje Greenowi w kilku miejscach rację. Oczywiście, że wielu Brytyjczykom brakuje kwalifikacji, pewne jest także to, że dzięki obecności polskich hydraulików poziom rzemiosła na Wyspach mocno się podniósł. Nie zgadza się za to z tezą, jakoby imigracja przybyszów ze Wschodu miała wielki wpływ na obniżenie wynagrodzeń Brytyjczyków czy pogorszenie ich standardu życia.

mojawyspa.co.uk

MOT co dwa lata?

MOT

Nie co rok, ale co dwa lata obowiązywałby przegląd pojazdów, czyli tzw. MOT. A wszystko w rękach rządu, który musi zaakceptować nowy projekt.

Brytyjski Sekretarz Transportu, Philip Hammond wspiera rządowy pomysł i podkreśla, że najnowsze samochody są dużo bezpieczniejsze niż te, które produkowano 50 lat temu, kiedy po raz pierwszy wprowadzono MOT.

Certyfikat MOT potwierdza, że w momencie przeprowadzania testów, pojazd spełniał, minimalne akceptowane przez prawo normy środowiskowe i bezpieczeństwa.

Przeciwnicy projektu uważają, że wprowadzenie zmian przyczyni się do większej ilości śmiertelnych wypadków na drogach. Organizacja zajmująca się badaniem bezpieczeństwa na drogach w UK (The Transport Research Laboratory) przedstawiła dane, które mówią o 3 proc. kolizji spowodowanych przez wadliwe pojazdy.

Podczas gdy rzadsze badania pojazdów pozwolą na oszczędności kierowcom, to nad właścicielami zakładów, w których przeprowadza się taki przegląd, już wisi widmo bankructwa. W Wielkiej Brytanii jest około 19 tys. podobnych serwisów i jeśli liczba testów sprawności pojazdów spadnie o połowę, to zakładów też będzie mniej.

londynek.net

Pogoda w Leeds

Leeds West Yorkshire, England United Kingdom
06/02/2012, 08:07
Przeważnie pochmurno
Przeważnie pochmurno
2°C
odczuwalna: 1°C
aktualne ciśnienie: 103 mb
wilgotność: 100%
prędkość wiatru: 2 m/s WNW
Prognoza 07/02/2012
dzień
Przelotne zachmurzenie
Przelotne zachmurzenie
4°C
Prognoza 08/02/2012
dzień
Przelotne zachmurzenie
Przelotne zachmurzenie
4°C
 

Ostatnio na forum

Polskie radio online

Top