Wednesday, 4th April 2012

Posts Tagged ‘Kryzys na Wyspach’


Wielka Brytania: cięcia, jakich jeszcze nie było

We Francji burzliwe uliczne protesty wywołała zapowiedź podniesienia wieku emerytalnego do 62 roku życia z 60. W Wielkiej Brytanii, gdzie ogłoszono największe od 1918r. cięcia rządowych wydatków na sumę 81 mld funtów, ze spokojem przyjęto wiadomość o opóźnieniu przejścia na emeryturę mężczyzn i kobiet do 66 roku życia.

Powodem jest nie tylko odmienny narodowy temperament, ale także to, że w Wlk. Brytanii ogłoszenie cięć poprzedziło wielomiesięczne sterowanie oczekiwaniami opinii publicznej. Przed ogłoszeniem cięć wieści były tak hiobowe, że gdy zamiast hiobowych okazały się tatarskie przyjęto je z pewną ulgą.

Ogłaszając o nich minister finansów George Osborne opakował liczby, dane i wskaźniki w apokaliptyczne ostrzeżenia przed niemożliwym do utrzymania na dłuższą metę deficytem strukturalnym sięgającym 83 mld funtów i kosztami obsługi narodowego długu na poziomie 842,9 mld funtów, (57,2 proc. PKB) pochłaniającymi 43 mld funtów rocznie.

Ze wszystkich liczb największe wrażenie zrobiło 490 tys. Tyle pracowników budżetówki (jeden na dwunastu zatrudnionych) straci pracę w okresie 4 lat w wyniku redukcji rządowych wydatków mających na celu usunięcie strukturalnego deficytu budżetu. Średnia redukcji resortowych wydatków wynosi 19 proc., choć jest niższa w przypadku resortu obrony (8 proc). Przed cięciami obroniły się oświata, nauka, zdrowie i pomoc zagraniczna. Na niektórych resortach cięcia wymuszą zmianę modelu działania. MSZ-et np. przekształci się zasadniczo w agencję promocji brytyjskiego eksportu i przyciągania zagranicznych inwestycji. Wszystkie ministerstwa opublikują w listopadzie biznesplan określające plan cięć i sposoby ich osiągnięcia w okresie 4 lat.

490 tys. do zwolnień przy liczbie bezrobotnych sięgającej 2,5 mln to ok. 20 proc. Spora część zwolnień w administracji publicznej i budżetówce będzie miała charakter dobrowolny. Niektórzy skuszą się na odprawy, inni skorzystają z możliwości wczesnego przejścia na emeryturę, ale zwolnienia na tak dużą skalę przełożą się też na redukcję zatrudnienia w sektorze prywatnym w firmach realizujących zamówienia dla budżetówki i administracji. Wielką niewiadomą jest to, czy zwolnienia nie zaszkodzą ożywieniu gospodarki (niektórzy już teraz obawiają się negatywnego wpływu np. na rynek nieruchomości), a także i to, czy sektor prywatny będzie się rozwijał na tyle prężnie, by wchłonąć zwalnianych pracowników sektora publicznego. Gwarancji nie ma. Z tych powodów Osborne bywa porównywany do hazardzisty. Zastrzeżenia budzi też moment, w którym ogłoszono cięcia. Po bardzo dobrym II. kwartale, gdy gospodarka wzrosła o 1,2 proc., w III przewiduje się ok. 0,5 proc. Ekonomiczny noblista Joseph Stiglitz sądzi, że brytyjska gospodarka nie potrzebuje cięć, lecz nowego pakietu stymulacyjnego.

Według Osborne’a cięcia są niezbędne, ponieważ Partia Pracy odsunięta od władzy po 13 latach pozostawiła po sobie bałagan finansów publicznych. Sytuację ma uzdrowić zestaw cięć obliczonych na 4 lata (do 2015 r.), czyli do końca obecnej kadencji parlamentu, obejmujących m. in. redukcję wydatków na świadczenia socjalne o 7 mld funtów w dodatku do 11 mld ogłoszonych w czerwcu, podwyżkę biletów kolejowych (30 proc. w okresie 4 lat), redukcję pieniężnych transferów z budżetu centralnego dla uniwersytetów, muzeów, galerii, lokalnych samorządów. W tym ostatnim przypadku o 7,1 proc. rocznie. Pracownicy budżetówki będą musieli płacić więcej na fundusz emerytalny. Wydatki na policję będą zmniejszane o 4 proc. rocznie (14 proc. łącznie). Różne zasiłki i zapomogi zostaną scalone w jeden, co ma uprościć system i zapobiec wyłudzaniu nie należnych świadczeń.

Dzień wcześniej premier David Cameron ogłosił o cięciach w obronności. Z użytku z natychmiastowym skutkiem, o cztery lata wcześniej niż planowano wycofany zostanie lotniskowiec HMS Ark Royal, w 1981 r. zaangażowany w konflikcie falklandzkim. Stacjonujące na nim wielozadaniowe myśliwce pionowego startu i lądowania Harrier trafią na złom w najbliższym roku. Program budowy nowego, ulepszonego samolotu rozpoznania radioelektronicznego Nimrod nie będzie kontynuowany. Oznacza to zamknięcie dwóch baz RAF-u w płn. Szkocji. Armia straci 405 czołgów i ciężkich dział (ok. 40 proc. stanu), zaś marynarka wojenna cztery fregaty i niszczyciele. Modernizacja pocisków balistycznych Trident zdolnych do przenoszenia broni nuklearnej wystrzeliwanych z okrętów podwodnych klasy Vanguard będzie opóźniona o co najmniej 5 lat, co oznacza, iż zaczną być modernizowane najwcześniej w 2016 r., jeśli przyszły rząd podejmie stosowne decyzje.

Przez 5 lat brytyjska marynarka będzie bez  lotniskowca. Rząd potwierdził plany budowy dwóch nowych HMS Queen Elizabeth II oraz HMS Prince of Wales o wyporności 65 tys. ton każdy, ale częściowo dlatego, iż odwołanie budowy byłoby bardziej kosztowne niż kontynuowanie. Pierwszy z nich ma być oddany do użytku w 2016 r. Drugi w trzy lata później. Wówczas pierwszy z lotniskowców stanie się  tzw. „zakonserwowaną rezerwą materiałową”, by nie trzeba było ponosić kosztów jego eksploatacji.
Docelowo ma być sprzedany. Osobną kwestią jest wyposażenie obu okrętów w samoloty. Mają to być kosztowne Typhoony (eurofightery) i amerykańskie JSF (Joint Strike Force), ale na pokładzie lotniskowców będą rozmieszczone dopiero od 2020 r. Do tego czasu lotniskowiec będzie woził helikoptery. Z lotniskowców po ich technicznym dostosowaniu będą mogły korzystać samoloty francuskie i amerykańskie. Pracę w marynarce, lotnictwie i armii straci 17 tys. personelu, a w ministerstwie obrony 25 tys. cywilów.

Z cięć wyłoni się nowy model nie tylko armii, ale  państwa, w którym na nowo określona zostanie rola rządu nie tylko w zakresie świadczeń socjalnych, ale także bardziej świadomego własnych ograniczeń. Przedtem jednak nastąpi sądny dzień, gdy procentowe cięcia przełożą się na działania wykonawcze i siłę nabywczą ludzi. Za najtrudniejsze do przeprowadzenia uchodzą cięcia wydatków lokalnych władz samorządowych, z których korzystają wszyscy, ale najbardziej najubożsi. Pod hasłem ich utrzymania i obrony najuboższych mobilizują się związki zawodowe zapowiadające skoordynowaną akcję. Czy przykład Francji okaże się zaraźliwy? Nie musi. W odróżnieniu od francuskich, brytyjskie związki zawodowe są słabe, mają przeciwko sobie media i nie ma pewności, czy ich akcja spotka się ze zrozumieniem opinii publicznej nie mówiąc o poparciu.

Za to przed karą wybroniły się banki. Nowy podatek, który zostanie na nich nałożony od stycznia 2011 r. to ledwie 0,04 proc. ich ogólnego zestawienia finansowego (w dalszych latach 0,07 proc.). Publicysta „Independenta” Jonathan Hari zauważył, że 7 mld funtów, które bankierzy wypłacili sobie w ostatniej rundzie premii to tyle samo, co ogólna suma cięć świadczeń socjalnych ogłoszona przez Osborne’a. Za kryzys bankowości zapłacą najubożsi, którzy go nie wywołali. „Na kogo, by nie głosować, w ostatecznym rozrachunku zawsze wygrywa rząd” – głosi jedna z angielskich życiowych mądrości. Tak też było i tym razem. Rząd wygrał, a Osborne nie omieszkał rozegrać swej atutowej karty – gdyby u władzy pozostali laburzyści, to średnia cięć w resortach rządowych wyniosłaby 20 proc. zamiast 19 proc. – ostrzegł.
Osbornowi należy więc podziękować za to, że jest łagodniejszym cutem.

Margaret Thatcher, która rozprawiła się ze związkami zawodowymi w latach 80. na krótko przed ogłoszeniem cięć przez Osborne’a poczuła się źle, nie przyszła na przyjęcie urodzinowe wydane na jej cześć na Downing Street i zatrzymano ją w szpitalu na badaniach. Po ogłoszeniu cięć media doniosły, że nastrój jej się wyraźnie poprawił. Nazwano go nawet „szczebiotliwym”. U kogoś, kto właśnie skończył 85 lat jest to nie byle co.

elondyn.co.uk


Bliski koniec najdłuższej recesji

Najnowsze dane, które niebawem zostaną opublikowane, mają potwierdzić kres najdłuższej recesji w historii Wielkiej Brytanii.

Jak podaje portal www.msn.com, konsekwencje trwającego 18 miesięcy zastoju, wywołanego kryzysem kredytowym oraz finansowym są znacznie poważniejsze niż skutki recesji we wczesnych latach 90-tych ubiegłego stulecia.

Oczekiwane dane, według najnowszych badań, winny odzwierciedlać powolny rozwój firm usługowych, odpowiadających za ponad 2/3 gospodarki. Oficjalne potwierdzenie poprawy oznacza, iż Wielka Brytania jako ostatni kraj członkowski G7 pożegna się z kryzysem, natomiast Premier Gordon Brown będzie mógł odetchnąć z ulgą przed czekającymi go za kilka miesięcy wyborami.

Widoczne oznaki odwilży w gospodarce w postaci spadku bezrobocia, odnotowanego po raz pierwszy w ciągu ostatnich 18 miesięcy, idą w parze ze wzrostem gospodarczym.

Możliwe jednak, że kryzys nie pozwoli nam długo o sobie zapomnieć. Eksperci przewidywali poprawę sytuacji już w trzecim kwartale 2009 r., jednak badania te opracowano w oparciu o zaledwie 40 proc. dostępnych danych, zatem możemy spodziewać się jeszcze nieoczekiwanych zwrotów w sytuacji gospodarczej.

www.londynek.net


Połykacze milionów

Wystarczyła tylko lekka poprawa światowej koniunktury gospodarczej, aby finansiści otworzyli swoje konta na milionowe bonusy. Dziewięć na dziesięć amerykańskich banków, które otrzymały w sumie 175 mld dolarów z publicznych pieniędzy w zeszłym roku wypłaciło swoim top menadżerom nagrody w wysokości 32 mld dolarów. Instytucje, które były w tak kiepskiej sytuacji finansowej, że potrzebowały rządowego wsparcia, aby nie zbankrutować nagrodziły geniuszy, którzy doprowadzili światową gospodarkę na skraj przepaści.

bns1

Największą nagrodę przyznał sobie prezes Citigroup – Andrew Hall, który zainkasował bonusa w wysokości 98,9 mln. Ponad milion dolarów w nagrodę za spowodowanie katastrofy na rynkach finansowych otrzymało także 5000 innych menadżerów. Najśmieszniejsze jest to, że według raportu prokuratora generalnego Nowego Jorku Andrew Cuomo, który tropi finansistów z Wall Street, instytucje, które tak hojnie wynagradzały swoich pracowników, w 2008 roku w sumie zanotowały 100 mld strat. Śmiesznie jest także w Wielkiej Brytanii. Goldman Sachs na nagrody już teraz przeznaczył połowę swojego miliardowego zysku. Do bonusowej bonanzy szykują się także Credit Suisse, Barclays Capital, JP Morgan and Morgan Stanley a także będący w 70 proc. państwowy Royal Bank of Scotland. Już w marcu główni księgowi Królewskiego Banku otrzymali 8 mln funtów, a nowemu dyrektorowi generalnemu Stephenowi Hesterowi zaoferowano pensję w wysokości 15 mln.

Kaganiec na wynagrodzenia
Administracja Obamy i rząd Browna na wieści o powrocie bonusowego szaleństwa były w takim szoku, że zaniemówiły. Pierwszy otrząsnął się Obama. Pod koniec lipca Izba Reprezentantów przyjęła ustawę, w myśl której władze federalne mają nałożyć kaganiec na wynagrodzenia w prywatnym sektorze finansowym. Brown milczał dalej. New Labour nie wpadła jeszcze na to, że nowoczesna ekonomia jest strukturalnie dysfunkcjonalna. Brown i Alistar Darling nie zdecydowali się na fundamentalne reformy święcie wierząc, że uczciwość bankowców i publiczne wsparcie wszystko naprawią, zwłaszcza że na początku sierpnia Bank of England zapowiedział wpompowanie w brytyjską ekonomię kolejnych 50 mld funtów, aby zachęcić banki do większego pożyczania. Białej gorączki dostał jednak Lord Turner szef Financial Services Authority organizacji odpowiedzialnej za regulację brytyjskiego rynku usług finansowych Turner nazwał działalność finansistów z City „społecznie bezużyteczną” i zapowiedział, że chętnie poprze nowy podatek, który uderzy ich po kieszeniach. Turner odkurzył stary pomysł amerykańskiego ekonomisty James’a Tobina, że należy opodatkować międzynarodowe transakcje finansowe. Idea zgłoszona przez Tobina w 1972 roku mająca na celu uodpornienie rządów na finansowe bańki spekulacyjne, w czasach siermiężnego neoliberalizmu została wyśmiana a amerykańskiego ekonomistę zaczęto nazywać potworem z Loch Ness. Pomysł został zdyskredytowany zarówno (co oczywiste) przez robiących kokosy na rynku finansowym, jak i przez banki centralne. Teraz może być inaczej. Rozochoceni państwowymi dotacjami finansiści przedwczesnym powrotem do czasów nieskrępowanych nagród mocno zdenerwowali establishment i społeczeństwa.

pig

Największą nagrodę przyznał sobie prezes Citigroup – Andrew Hall, który zainkasował bonusa w wysokości 98,9 mln.

Potrzeba współdziałania
Szacuje się, że globalny podatek od międzynarodowych transakcji finansowych w wysokości marnych 005 proc. mógłby przynieść światu od 30 do 60 mld dolarów rocznie. Całkiem spory kawałek tortu, który mógłby rozochocić niechętne do współpracy światowe centra finansowe tj. Nowy Jork, Londyn, Paryż, czy Frankfurt. Do przeprowadzenia operacji na taką skalę potrzeba bowiem współdziałania większości państw, światowego regulatora finansów oraz twardej polityki w stosunku do rajów podatkowych. A bankierów nikt dzisiaj nie lubi.
Brytyjczycy są wściekli na potęgę. Na Wyspach rośnie kampania na rzecz przywrócenia dawnej ustawy przeciwko lichwie, mająca na celu wprowadzenie ograniczeń prawnych dotyczących stóp procentowych (interest), które banki mogą sobie same naliczać. Pojawiają się także pomysły jeszcze bardziej radykalne, postulujące całkowite wyeliminowanie banków, bankierów i całego sektora finansowego. Wbrew pozorom nie jest to utopijna fantazja nawiedzonych lewaków zaczytujących się w dziełach Marksa. To model biznesowy, który już funkcjonuje. Jest odpowiedzią na ostatni kryzys turbokapitalizmu i wykorzystuje jego ulubioną broń: konkurencję.

Samopomoc sąsiedzka
Enter Zopa to strona internetowa, która reklamuje się jako miejsce, gdzie ludzie spotykają się, aby pożyczać sobie nawzajem pieniądze. Pomysł jest banalny. Ktoś kto ma trochę gotówki i gotowy jest się nią podzielić ogłasza się na stronie pisząc, ile może pożyczyć i określając stopę procentową, i czeka aż jakiś kredytobiorca odpowie na jego ofertę. Jeśli obie strony są zadowolone, Zopa przedstawia się jako „strefa możliwego porozumienia” i dochodzi do transakcji. Z takiej samopomocy sąsiedzkiej skorzystało już 10 tys. Brytyjczyków, dokonując transakcji o wartości 50 mln funtów. Oszustwa są rzadkością. Zopa prześwietla kredytobiorców tak samo jak banki, a do tego każda pożyczka dzielona jest na kawałki, które trafiają do różnych osób. Zopa i jej egzotycznie brzmiące międzynarodowe odpowiedniki tj. Prosper, SmartyPig, Wonga, Mint, Wesabe w przyszłości może się stać dla banków tym, czym na zachodzie stał się dla sklepów muzycznych iTunes. Sprawić, że będą niepotrzebne. Świat bowiem pazernych bankowców nie chce już dokarmiać.

Trochę szczęścia i… banan
W Polsce tego typu pomysły brzmią jakby były ściągnięte z księżyca. Nawet w kryzysie rodzimi finansiści mają się lepiej niż kiedykolwiek, korzystając z przychylności mediów i polityków. Nikt się nie oburza, że nad Wisłą średnie zarobki szefów giełdowych banków wynoszą 2.2 mln zł. i wzrosły w przeciągu roku o 40 proc., a zatrudnianych przez nich pracowników o ok. 16 proc. (przy 10 proc. wzroście płac w polskich firmach). Według Kazimierza Sedlaka z firmy Sedlak & Sedlak „zarządzający bankami w Polsce nie są przepłacani”, a wysokość pensji pracowników banków nie jest czymś niezwykłym. Dlatego właśnie pensje giełdowych menadżerów wzrosły w przeciągu roku o 13.2 proc. a zysk firm, którymi zarządzali zmalał o 40 proc. Polakom udało się wmówić, że pracownicy sektora finansowego są niezastąpieni oraz wybitnie uzdolnieni i to pomimo tego, że cyklicznie u nas kopiuje się pomysł amerykańskiego dziennika „The Wall Street Journal”, który 1988 roku zaaranżował współzawodnictwo między małpą a grupą amerykańskich renomowanych doradców inwestycyjnych. Po podsumowaniu nowojorskiego eksperymentu okazało się, że w 39 na 100 przypadków małpa pokonała amerykańskich licencjonowanych analityków ekonomicznych i doradców giełdowych. Udowodniono w ten sposób, że aby z powodzeniem poruszać się po świecie finansjery wystarczy tylko trochę szczęścia i banan.

www.elondyn.co.uk




Top