Posts Tagged ‘Polska rzeczywistość’
Skazani na rodaków
Sunday, 10 January 2010 04:23

Co sprawia, iż emigranci, zamiast sobie pomagać, często nie tylko rywalizują, ale i działają przeciw sobie?
Z tym, że Polacy są uprzedzeni do Niemców, homoseksualistów, liberalizmu czy islamu zgadza się niemal każdy. Trudniej przyznać, iż jako naród jesteśmy uprzedzeni sami do siebie. Przykładów jest na pęczki – powodów prawie żadnych. Nigdzie nie widać tego tak wyraźnie, jak na emigracji.
Krzysztof przyjechał do Szkocji w 2004 roku. Wspomina, że w cichym nadmorskim miasteczku było wtedy może dziesięciu Polaków. Radość nie miała granic, kiedy na rynku usłyszał swój język. Po kilku pintach i rozmowie okazało się, iż poznaniacy pracują w tej samej fabryce, więc zagubiony w nowych realiach chłopak odetchnął z ulgą. Jak się szybko okazało – na krótko.
A masz, Polaku!
Poznani na rynku Polacy wyglądali na życzliwych. Podpowiedzieli, której szefowej nie wchodzić w drogę i z kim najlepiej się pracuje. Niemal błyskawicznie zdobyli zaufanie Krzyśka. Kiedy któregoś dnia świętowali urodziny jednego z nich, poczęstowali go w pracy piwem. Wyleciał z fabryki z hukiem godzinę później. Dziwnym trafem kamery uchwyciły tylko jego butelkę, choć pili w trójkę. Jest przekonany, iż Polacy zaaranżowali sytuację celowo, aby „dokopać swojemu”. Po dyscyplinarnym zwolnieniu chłopak przebył długą drogę, zanim znów znalazł pracę. W nowym miejscu nie był już tak łatwowierny, jak kiedyś. Zrażony do Polaków traktował rodaków tak samo, jak postąpiono wobec niego. Pamięta, iż ktoś kiedyś powiedział mu: „Jeśli Polak za granicą ci nie zaszkodził, to już Ci pomógł”. Krzysztof mówi, iż doświadczył tego na własnej skórze. Nie ukrywa też, że on sam swoim zachowaniem wobec innych potwierdził tę regułę nie jeden raz.
Powiesić na kimś psy
Historia Krzysztofa nie jest odosobniona. – Tu na emigracji ludzie szukają kogoś, na kim mogą powiesić psy, a nie chwalić – mówi Kasia. Dziewczyna sama doświadczyła przykrości z powodu uprzedzeń rodaków. Jako przykład podaje zachowanie zatrudnionego przez jej firmę Polaka, z którym miała początkowo dobre relacje. – Widywaliśmy się na lunchach, miło się rozmawiało. W pewnym momencie zapytał, skąd dokładnie pochodzę. Kiedy powiedziałam, że jestem ze Śląska diametralnie zmienił swoje nastawienie. Nie podobało mi się mijanie mnie na korytarzu z jego wzrokiem wbitym w podłogę, więc któregoś dnia zapytałam, o co chodzi. Powiedział, że Ślązacy to banda chuliganów, z którą on, krakowianin, nie chce mieć nic wspólnego. Kasia pamięta, iż zapytała wtedy o powód niechęci do wszystkich Ślązaków. – Wspomniał o kilku zadymach na stadionach. Nic więcej – wspomina.
Sytuacja, w jakiej znalazła się Kasia pokazuje to, o czym wie większość przyjeżdżających do UK Polaków: razem z walizkami z kraju przywozimy postawy, tradycje i wielokrotnie mocne uprzedzenia. – W chwili obecnej mentalność polskiego społeczeństwa ma to do siebie, że jest pełna uprzedzeń – i to nie tylko względem Niemców, islamu, mieszkańców Afryki, ale także wobec innych Polaków. Trudno wymagać od osób wyjeżdżających na Wyspy, żeby nagle wyzbyli się uprzedzeń, z którymi żyły dwadzieścia czy trzydzieści lat – komentuje socjolog Piotr Barański.
Praktykująca w Birmingham psycholog Katarzyna Wawer-Dziedziak zwraca uwagę, iż wiele uprzedzeń wynika ze zwykłej nieufności. – Jako emigranci, szczególnie na początku przeżywamy więcej, niż normalnie, niepewności i lęków. Zmniejszone poczucie bezpieczeństwa sprawia, że jak radar wychwytujemy sygnały świadczące o możliwych zagrożeniach. Łatwiej zauważymy, że ktoś kogoś oszukał, zaatakował, okradł, czy oczernił, niż że pomógł. Jesteśmy przewrażliwieni i bardziej podejrzliwi – mówi.
Górale znad morza, Żydzi z Łodzi
Wielu zapytanych o zdanie polskich emigrantów potwierdza, iż ostatnim problemem, jakiego spodziewali się z dala od kraju są uprzedzenia rodaków co do ludzi z konkretnych miejscowości w Polsce. Warszawianka Basia wielokrotnie doświadczyła dystansu do niej powodowanego niechęcią do ludzi ze stolicy. Dziewczyna opowiada, iż od początku znajomości wielokrotnie przypinano jej tabliczkę „nieroba, lenia i panienki z galerii handlowej bez większych ambicji”. Wspomina, że z podobnym traktowaniem – niesłusznie – spotkało się wielu jej znajomych z Warszawy.
Paweł do wszelkiego typu uprzedzeń na tle pochodzenia odnosi się z dużą ironią. – Jestem prostym przykładem tego, że dystansowanie się do ludzi z konkretnych miejscowości to głupota. Pochodzę z Zakopanego. Piętnaście lat mieszkałem w górach, potem z ojcem w Ameryce, a teraz od siedmiu mieszkam w Anglii – o ironio – trzysta metrów od plaży. Czy to znaczy, iż ciągle trzeba omijać mnie szerokim łukiem, jeśli ktoś nie lubi górali? – pyta retorycznie. Przypomina sobie jednak wiele sytuacji, które wynikały z tego typu uprzedzeń. Był kiedyś w Londynie świadkiem bójki łodzian z krakowianami. – Jak nazwiesz zachowanie, kiedy pijący piwo Polacy, schodząc na temat pochodzenia, kończą wymianę zdań, wyzywając się od Żydów? Czy to jeszcze uprzedzenie, czy już głupota? – zastanawia się.
Brak wiedzy o ludziach
Przyczyną nasilenia się uprzedzeń Polaków do Polaków na emigracji jest niewątpliwie częstszy niż kiedykolwiek kontakt z osobami z różnych części Polski. Wielu emigrantów przyznaje jednak, iż jedyne, na co patrzą przy poznawaniu rodaków, to wspólne tematy i samo poczucie humoru, a nie kod pocztowy. – Uprzedzeniom winny jest przede wszystkim brak wiedzy o ludziach, a nie konkretne zachowania osób ze Śląska, Podkarpacia czy Warszawy – mówi jedna z moich rozmówczyń. Zgadza się z tym terapeuta NLP Marek Gońda, który zwraca uwagę na zasadę generalizacji jako przyczynę owych nietolerancji. – Jeśli coś się stanie raz, to przypadek, dwa razy – to dziwny zbieg okoliczności. Trzy razy to już reguła i generalizuje się to jako rzeczywistość – tłumaczy. Pytanie, czy na podstawie trzech poznanych osób z Łodzi należy wszystkich pochodzących z tego miasta spisywać na straty, wprawia w zakłopotanie nawet tych, którzy twardo upierają się przy swoich uprzedzeniach.
Polak Polakowi wilkiem?
Co sprawia, iż emigranci, zamiast sobie pomagać, często nie tylko rywalizują, ale i działają przeciw sobie? Marek Gońda wyjaśnia, iż „uprzedzenia często biorą sie z chęci rywalizacji”. Dodaje, że na obczyźnie „rywalizujemy między sobą o pracę, o to, kto ma lepsze auto, kto ma więcej nadgodzin i kto może więcej zaoszczędzić”. Podpowiada przy tym, iż ma to swoje podłoże w polskiej mentalności. – Jako naród mamy w sobie dużą wolę rywalizacji i bycia lepszym niż inni. Jeżeli każdy chce być lepszy niż inni, musi konkurować z całą resztą ludzi wkoło – mówi.
Problem nie jest obcy także polskiej psycholog na Wyspach. – Pojawiają się u mnie osoby głęboko rozczarowane kontaktami z rodakami. Mówią, że zachwiała sie ich wiara w ludzi. Negatywne doświadczenia szczególnie często towarzyszą ekstremalnym sytuacjom – kiedy trzeba walczyć o pracę, brakuje pieniędzy na utrzymanie lub pojawiają sie problemy ze zdrowiem. Wtedy też mamy tendencję, żeby kierować się własnym dobrem bardziej, niż myśleniem o innych – tłumaczy Wawer-Dziedziak.
Sami sobie winni
Okazuje się, że ofiarami uprzedzeń na obczyźnie są nie tylko ci, wobec których się je adresuje, ale sami je stosujący. – Ktoś, kto kieruje się uprzedzeniami, wycina sobie dużą część rzeczywistości, która go otacza. Taka osoba będzie słyszała to, co chce słyszeć – mówi Marek Gońda. Podobnie wygląda to z punktu widzenia psychologa. – Przesadna podejrzliwość skutkuje zazwyczaj samotnością. Dobrze jeszcze, jeśli mamy przy sobie rodzinę. Nawet jednak w takiej sytuacji potrzebujemy czasem spotkać się i porozmawiać z kimś znajomym. Im bardziej jesteśmy wyizolowani, tym gorzej radzimy sobie z różnymi problemami. Budowanie relacji z drugim człowiekiem w naturalny sposób wiąże się z jakimś ryzykiem. Próbując go całkowicie uniknąć, możemy przeoczyć szansę na bardzo wartościową znajomość – podsumowuje jedna z moich rozmówczyń, polska psycholog zajmująca się terapią Polaków na Wyspach.
Lekcja życia
Z przypadkami uprzedzeń pośrednio czy bezpośrednio spotkał się niemal każdy emigrant. Zaszufladkowanie całej Polonii jako ludzi uprzedzonych i rywalizujących ze sobą byłoby jednak zbytnim uproszczeniem. Katarzyna Wawer-Dziedziak podkreśla, iż jako emigranci umiemy wychodzić poza swoje uprzedzenia. – Często słyszę, że w jakiejś firmie Polacy są dla siebie największymi wrogami, że nie ma solidarności, są plotki, kliki i niejednokrotnie psychiczne znęcanie sie nad współpracownikami. Mam jednak również do czynienia z bardzo pozytywnymi przykładami – Polacy zawiązują stowarzyszenia, wspierają się, budują społeczności internetowe – opowiada. Psycholog podkreśla ważność wyciągania lekcji z doświadczeń związanych z uprzedzeniami na obczyźnie. – Emigracja stawia nas przed poważnymi wyzwaniami. Każdemu z nas zdarza sie w takiej sytuacji popełnić błąd i zachować nieszlachetnie. Jesteśmy przecież tylko ludźmi. Zrozumienie dla ludzkich słabości czyni nas znacznie bardziej szczęśliwymi, niż pielęgnowanie poczucia skrzywdzenia lub rozczarowania – mówi.
Światełko w tunelu
Według socjologa Bartosza Kuchty nastawienie Polaków do rodaków na Wyspach zmieni się diametralnie i to już w następnych latach. Nie stanie się to za sprawą zmian w wychowaniu, czy pozytywnych i negatywnych doświadczeń w polonijnym środowisku. – Powód będzie najzwyklejszy pod słońcem – życie w kraju z reguły pozbawionym uprzedzeń sprawi, że postawy Polaków powoli same się zmienią. Staniemy się bardziej otwarci i tolerancyjni i nie tylko wobec Brytyjczyków, ale także wobec samych siebie – zapewnia.
Jeśli wierzyć prognozom socjologa, można mieć nadzieję, iż opisane zdarzenia już niedługo będą historią. Póki co, Polonia tkwi w sytuacji, którą sama sobie wytworzyła i jeśli są sprawy, które wymknęły się spod kontroli, ta zdecydowanie należy do jednej z nich. Czy można było jej zapobiec? Nie. Czy warto wyciągnąć wnioski i próbować polepszać emigracyjne relacje? Zdecydowanie tak.
Tags: emigracja, polonia, polonia w uk, Polska rzeczywistość, życie w Anglii | Posted under News | Comments Off
Rosną długi Polski…
Wednesday, 16 December 2009 03:55

Przeciętny Polak ma na dzisiaj do zapłaty 70-80 tys. zł za długi, jakie zaciągnęło nasze państwo, a nie około 18 tys. zł - jak wynika z oficjalnych statystyk
Czteroosobowa rodzina w Polsce ma do spłaty około 300 tys. zł za zobowiązania państwa. Takich wyliczeń dokonał ekspert z Instytutu Sobieskiego, autor raportu “Wysokość długu publicznego Polski” Paweł Dobrowolski. Są to dane, które ponad trzykrotnie przewyższają oficjalnie podawane statystyki – pisze “Dziennik Polski”.
- Przeciętny Polak ma na dzisiaj do zapłaty 70-80 tys. zł za długi, jakie zaciągnęło nasze państwo, a nie około 18 tys. zł – jak wynika z oficjalnych statystyk, pokazujących przecież i tak bardzo duży poziom zadłużenia – twierdzi Dobrowolski.
Ekspert udowadnia, przedstawiając konkretne wyliczenia i analizy, że faktyczny dług publiczny Polski wynosi nie około 50% wartości rocznego PKB – jak się powszechnie podaje – ale dobrze ponad 200%, a może nawet 300% PKB. Oznacza to np., że czterooosobowa rodzina ma teraz do spłaty około 300 tys. zł za zobowiązania państwa – pisze “Dziennik Polski”.
Przeliczając na całą RP, nasze państwo ma nie około 650 mld zł długu (PKB Polski to ok. 1,3 biliona zł), ale około trzy biliony! Jeszcze gorszą wiadomością jest, że dług stale narasta. – Konsekwencją tego będzie, że najwięcej do spłacenia będą mieli Polacy, którzy jeszcze się nie narodzili oraz dzieci i młodzież – podkreśla Dobrowolski. Tę czarną prognozę podziela dr Mariusz Andrzejewski z Katedry Rachunkowości Finansowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz Andrzej Sadowski, ekonomista, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.
- Naturalnie, że dług państwa jest o wiele, wiele wyższy niż podawany oficjalnie. Tego jednak, jaka jest jego prawdziwa wysokość, nie można niestety ustalić, bo w Polsce nie przeprowadzono reformy finansów publicznych. Z tego powodu wszelkie wyliczenia muszą być szacunkowe – twierdzi Sadowski.
Sadowski rząd, który zadłuża państwo nie tylko dlatego, że z powodów politycznych dokłada grube miliardy do emerytur branżowych, mundurowych, sędziowskich, prokuratorskich czy do KRUS, ale nie potrafi uporać się np. z tak banalnym problemem jak Ochotnicze Hufce Pracy. – Łożenie na OHP, w 20 lat po upadku komunizmu, też przyczynia się do zadłużania państwa, a podobnych kosztownych patologii mamy mnóstwo – podkreśla wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.
Dr Andrzejewski nie zna raportu Instytutu Sobieskiego. Wątpi jednak, by istniała aż tak duża różnica pomiędzy danymi oficjalnymi a wyliczeniami jego autora. Przyznaje jednak, że jeśli nie poprawi się dzietność w Polsce (na 27 krajów UE zajmujemy 26 miejsce pod względem liczby urodzeń), to grozi nam potężne zadłużenie państwa. By utrzymać coraz większą rzeszę emerytów, będzie musiało systematycznie zadłużać się.
Tags: polityka, polska, Polska rzeczywistość, polskie realia, zadłużenie | Posted under News | Comments Off
Polskie uczelnie światową prowincją
Monday, 7 December 2009 03:37
Tylko dwa polskie uniwersytety – Warszawski i Jagielloński – są na liście 500 najlepszych uczelni świata. Najnowszy prestiżowy ranking przygotował Uniwersytet Shanghai Jiao Tong. Nasze uczelnie zajęły jednak miejsca w czwartej setce. To dowód, że Polska to naukowa prowincja.

"W 190 państwach na świecie ta lista jest miarą sukcesu lub porażki uczelni. U nas niestety króluje podejście: źle nas oceniają, to znaczy, że w ogóle źle oceniają"
Wykładowcy nie znający języka angielskiego i nie publikujący w nim, nagradzanie uczelni nie za wyniki naukowe tylko za liczbę profesorów i liczbę chętnych na jedno miejsce studentów, brak liczących się na świecie badań naukowych. Efekt: czołowe polskie uczelnie o wielowiekowych tradycjach w rankingu sąsiadują z takimi szkołami jak Uniwersytet w Kansas, Politechnika w Montanie czy Uniwersytet z Witwaterstand w Republice Południowej Afryki. “To ogromny wstyd, szczególnie, że to właśnie na podstawie tej listy wyrabiana jest powszechna opinia o stanie szkolnictwa wyższego poszczególnych państw” – mówi były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, prof. Krzysztof Rybiński.
Polskie środowisko akademickie nie lubi jednak ani nie ceni szangchajskiego rankingu: “To sztuczny twór, stwarzający niepotrzebny i płytki szum” – uważa były rektor UJ Franciszek Ziejka. “Nie mamy szans, by zająć w nim wysokie pozycje, bo uczelnie są oceniane według takich kryteriów jak liczba wykładowców i absolwentów z tytułami noblisty, czy liczba publikacji pracowników naukowych w najbardziej prestiżowych periodykach, czyli w ‘Science’ i ‘Nature’. Takich osiągnięć mamy mało, bo u nas badania opisywane są po polsku czyli w języku mało popularnym w środowiskach naukowych świata” – dodaje prof. Ziejka.
Podobnego zdania jest profesor Tadeusz Luty, honorowy prezes Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. “To komercyjna ocena niebiorąca pod uwagę wielu dokonań naukowych ważnych lokalnie” – mówi. Przytakuje mu prof. Ziejka: “Mamy np. świetne badania dotyczące zmian mentalności polskiej w XIX wieku. Choć są wybitne to nie mają szans przebić się na świecie” – przekonuje.
Rzeczywiście, w rankingu nacisk położony jest na wyraźne, międzynarodowe sukcesy naukowe uczelni. A tu nie mamy się czym pochwalić. Na 700 możliwych do zdobycia punktów Uniwersytet Jagielloński dostał 71,2 , a Warszawski 75,3 punktu.
“W 190 państwach na świecie ta lista jest miarą sukcesu lub porażki uczelni. U nas niestety króluje podejście: źle nas oceniają, to znaczy, że w ogóle źle oceniają” – gorzko stwierdza profesor Krzysztof Pawłowski, autor książki “Społeczeństwo wiedzy – szansa dla Polski” i rektor National-Louis University w Nowym Sączu. Podobnie uważa profesor Maciej Żylicz, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej: “Tego rankingu nie można ignorować. Nawet jeżeli kryteria oceny szkół są wyśrubowane to przynajmniej wiadomo, że jeżeli jakiś instytut się znajdzie w gronie najlepszych, to jest to naprawdę kreatywne środowisko” – mówi profesor Żylicz.
Profesor Krzysztof Rybiński obawia się, że za kilka lat polskie uczelnie mogą spaść jeszcze niżej, do piątej setki rankingu. “A już teraz jesteśmy postrzegani jako prowincja. Mamy ostatnie miejsce wśród państw OECD pod względem liczby zagranicznych studentów. Jest ich na polskich uczelniach ledwie 0,6 procenta. Nie chcą tu przyjeżdżać bo po co studiować na uczelniach, które nie liczą się na świecie” – mówi.
Tags: polska, Polska rzeczywistość, studia | Posted under News | Comments Off