Tuesday, 3rd April 2012

Posts Tagged ‘praca na emigracji’


20 proc. Polaków pracowało za granicą

Jedna piąta Polaków (20 proc.) przyznaje, że zdarzyło im się pracować za granicą; 12 proc., choć za granicą nie pracowało, rozważa taką możliwość; jednak 22 proc. badanych nie wie, co zrobić, żeby wyjazd do pracy za granicą był bezpieczny – wynika z sondażu TNS OBOP.


Większość Polaków (68 proc.) nigdy nie pracowała za granicą i nie zamierza w przyszłości szukać zatrudnienia poza Polską.

Doświadczenie pracy za granicą najczęściej mają za sobą: mężczyźni (26 proc.), osoby w wieku 30 i 40 lat (po 30 proc.), z wykształceniem wyższym (28 proc.) lub zasadniczym zawodowym (27 proc.), bezrobotni (36 proc.) i robotnicy (29 proc.).

Możliwość podjęcia w przyszłości pracy za granicą rozważa: 33 proc. 15-19-latków, 25 proc. 20-29-latków, 32 proc. uczniów i studentów oraz 19 proc. robotników.

Wśród osób, które za granicą nie pracowały i nie rozważają takiej możliwości, najwięcej jest badanych w wieku ponad 60 lat (87 proc.) lub 50-59 lat (76 proc.), respondentów z wykształceniem podstawowym (82 proc.) lub średnim (75 proc.), mieszkańców wsi (72 proc.), gospodyń domowych (88 proc.) oraz emerytów i rencistów (88 proc.), a także osób, które nigdy nie były za granicą (91 proc.).

Bez języka, na czarno i ponieżej kwalifikacji

Co czwarty (25 proc.) Polak zdecydowałby się na podjęcie pracy za granicą na czarno. 22 proc. badanych raczej nie zgodziłoby się pracować poza Polską bez zezwolenia, a 49 proc. – na pewno nie.

Na podjęcie pracy w kraju, którego języka nie znają na pewno zdecydowałoby się 8 proc., a dalsze 21 proc. rozważyłoby taką możliwość. 23 proc. badanych raczej, a 46 proc. na pewno nie zgodziłoby się na podjęcie pracy za granicą bez znajomości języka.

Dość często badani nie mają oporów, by podjąć za granicą pracę niezgodną ze swoimi kwalifikacjami – 12 proc. zdecydowanie, a 32 proc. raczej zgodziłoby się na taką pracę. 18 proc. miałoby duże obawy czy ją podjąć, a 33 proc. bez wątpienia by się na to nie zdecydowało.

Warto zauważyć, że 4 proc. Polaków to osoby, które zdecydowanie podjęłyby się pracy za granicą zarówno na czarno, w kraju, którego języka nie znają, jak i niezgodnej ze swymi kwalifikacjami.

Polacy dość często skłonni byliby odpowiedzieć na ogłoszenie oferujące atrakcyjną pracę za granicą bez większych wymagań, którego treść brzmi: “Kelnerka (kelner) w Anglii, 1200 funtów/mc, nie musisz znać języka, także bez kwalifikacji. Zadzwoń 952 147 449.” 6 proc. badanych zdecydowanie odpowiedziałoby na powyższe ogłoszenie. Dalsze 15 proc. być może zdecydowałoby się na nie odpowiedzieć. 23 proc. respondentów stwierdza, że raczej nie byliby zainteresowani, a 51 proc. na pewno by na podobne ogłoszenie nie odpowiedziało. 5 proc. ankietowanych nie wie, jak by się zachowali.

Rodzina, znajomi, urząd pracy

Ofert pracy za granicą Polacy najczęściej poszukiwaliby wśród rodziny i znajomych (54 proc.). Co trzeci badany (33 proc.) starałby się znaleźć zatrudnienie poza krajem za pośrednictwem urzędu pracy. Co piąty respondent zdałby się na ogłoszenia w internecie (21 proc.), a niewielu mniej na agencję pracy zagranicznej (19 proc.). W ogłoszeniach prasowych ofert szukałoby mniej, bo 14 proc. Polaków. Najmniej popularne jest natomiast szukanie na miejscu na własną rękę (11 proc.). 15 proc. badanych nie wie, gdzie mogliby poszukiwać oferty pracy za granicą.

Ponad jedna piata (22 proc.) Polaków nie wie, co należy zrobić, żeby wyjazd do pracy za granicą był bezpieczny. Najczęściej badani deklarują, że gdyby mieli podjąć pracę za granicą, to upewniliby się, że firma oferująca pracę naprawdę istnieje (34 proc.).

28 proc. respondentów pytałoby o radę rodzinę i znajomych. 22 proc. badanych sprawdziłoby, czy pośrednik oferujący pracę działa legalnie, 17 proc. zabrałoby ze sobą kwotę pieniędzy wystarczającą na powrót do Polski, 14 proc. podałoby rodzinie dokładne dane miejsca swojego pobytu za granicą, a po 10 proc. szukałoby w internecie informacji, co zrobić, żeby wyjechać bezpiecznie oraz ubezpieczyłoby się od kosztów leczenia i następstw niebezpiecznych wypadków.

Co zrobić przed wyjazdem?
Mniej niż co dziesiąty badany: zgromadziłby potrzebne dokumenty; ustaliłby częstotliwość kontaktów z najbliższymi; załatwiłby sobie mieszkanie w kraju, do którego by jechał; wziąłby ze sobą numery telefonów instytucji, które mogłyby pomóc w razie potrzeby; uczyłby się języka. 7 proc. ankietowanych nic by nie zrobiło przed wyjazdem.

Tylko 8 proc. osób, które w przeszłości pracowały za granicą, nie wie, jakie działania należy podjąć przed wyjazdem. Badani z tej grupy częściej od innych poszukiwaliby ważnych informacji na stronach ministerstw i organizacji pozarządowych (16 proc.) oraz zgromadziliby wszystkie potrzebne dokumenty np. potwierdzające kwalifikacje (15 proc.). Co można zrobić by zwiększyć bezpieczeństwo wyjazdu, nie wie 15 proc. osób rozważających podjęcie pracy za granicą i więcej niż co czwarta (27 proc.) z tych, które nie pracowały poza Polską i nie rozważają takiej możliwości.

Wśród osób z wykształceniem podstawowym aż 46 proc. nie wie, co należy zrobić, przed wyjazdem do pracy za granicą, w porównaniu do 12 proc. osób z wykształceniem wyższym.

Sondaż zrealizowano w dniach 18-21 lutego na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1005 Polaków w wieku powyżej 15 lat. Badanie społecznej świadomości zagrożeń związanych z handlem ludźmi i podejmowaniem pracy za granicą przeprowadzone zostało w ramach projektu Ambasady Brytyjskiej w Polsce. Partnerami projektu są Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM), Fundacja Dzieci Niczyje i Fundacja La Strada.

www.elondyn.co.uk


Jedna Wspólna Linia dla słabszych

Pay and Work Rights helpline

Pracownicy o słabszej pozycji na rynku będą mogli zasięgnąć porad o swoich prawach w miejscu pracy i zgłosić nadużycia tych praw poprzez nową infolinię, którą w dniu 22 września 2009 r. uruchomił minister ds. działalności gospodarczej Pat McFadden.

Nowa infolinia ds. płacy i praw pracowniczych (Pay and Work Rights helpline) stanowi część szerszej kampanii, która ma na celu podniesienie poziomu świadomości o prawach pracowniczych egzekwowanych przez rząd. Infolinia stanowi zespolony punkt kontaktowy zarówno dla pracodawców, jak i dla pracowników.

Infolinia została przygotowana wspólnie z pracodawcami, związkami zawodowymi i różnymi organami państwowymi stojącymi na straży przestrzegania obowiązującego prawa.

W ramach tej kampanii BIS – poprzednio znany pod nazwą BERR (ministerstwo odpowiedzialne za działalność gospodarczą, przedsiębiorczość i reformę regulacyjną) kontynuuje swoje zobowiązania skupiające się na sprawach związanych z zatrudnieniem, które mają wpływ zwłaszcza na pracowników z Polski, Słowacji, Litwy, Bułgarii, Rumunii, Łotwy i Bangladeszu, legalnie pracujących na terenie Zjednoczonego Królestwa.

Prawa pracownicze, o których mowa, to:

• krajowa płaca minimalna

• minimalna płaca w rolnictwie

• czas pracy (tydzień pracy średnio wynoszący 48 godzin)

• standardy agencji pośrednictwa pracy

• wydawanie licencji pośrednikom działającym w rolnictwie i przetwórstwie żywności (tzw. gangmasters)

Poprzednio telefony dotyczące powyższych zagadnień były odbieranie przez pięć oddzielnych organów rządowych. Pracownicy mogą teraz zgłaszać nadużycia tych praw w jednym punkcie kontaktowym, który przyjmuje różnorodne skargi.

Uruchomienie nowej infolinii następuje po tym, jak badanie opinii publicznej wykazało, że prawie połowa respondentów (48 proc.) błędnie uważała, ze agencje pośrednictwa pracy mogą obciążać pracowników opłatą za znalezienie im pracy.

Infolinia ma swoją siedzibę w Manchesterze i obsługują ją wyspecjalizowani, wyszkoleni doradcy, którzy oferują pomoc i porady. Następnie informacja jest przekazywana odpowiednim organom, które podejmują dalsze działania tam, gdzie to konieczne.

Bezpłatna infolinia ds. płac i praw pracowniczych pod nr. tel. 0800 917 2368 oferuje informacje i porady w ponad 100 językach i rozmowy są przeprowadzane z zachowaniem zasady poufności. Informację o prawach pracowniczych można także uzyskać na stronie www.direct.gov.uk/payandworkrights-pol

www.edinburgh.com.pl


Gdyby wyjechali emigranci

Co by się stało, gdyby któregoś dnia z Wielkiej Brytanii wyjechali wszyscy imigranci?

Co by się stało, gdyby któregoś dnia z Wielkiej Brytanii wyjechali wszyscy imigranci?

Co by się stało, gdyby któregoś dnia z Wielkiej Brytanii wyjechali wszyscy imigranci? Może Wyspy znalazłyby się w tarapatach, a może miejscowi bezrobotni wreszcie znaleźliby pracę? Prawdy na ten temat postanowił poszukać dziennikarz BBC Evan Davis, który pokusił się o niecodzienny eksperyment i… podmienił robotników w kilku miejscach, gdzie na stałe pracują obcokrajowcy.

Wisbech to niewielkie miasto na wschód od Peterborough. Tam właśnie wybrała się ekipa BBC, aby przekonać się, czy imigranci rzeczywiście okradają tu miejscowych z pożądanych etatów. Davis namówił czterech lokalnych pracodawców, bazujących na zagranicznych pracownikach, aby dali szansę kilku bezrobotnym. Układ był prosty: Brytyjczycy będą pracować dwa dni robiąc to, czym zwykle zajmują się imigranci. Jeśli zrobią to tak samo dobrze, dostaną stałe posady.

Chorzy albo na benefitach
Chętnych do podjęcia wyzwania nie brakowało, jednak znaczna część kandydatów odpadła już na początku eksperymentu. Jedni okazali się zbyt chorzy, inni wprost powiedzieli, że nie opłaca im się zamieniać otrzymywanych zasiłków na tak ciężką i niskopłatną pracę. Racji trudno im odmówić, bo zajęcia, w których mieli spróbować swoich sił, łatwe i przyjemne nie były.

Trzy osoby miały udowodnić swą pracowitość przy taśmie produkcyjnej w fabryce ziemniaków, cztery w miejscowej hinduskiej restauracji, dla trójki zajęcie znalazło przy zbiorze szparagów, dwóm pozostałym przedsiębiorca budowlany dał szansę przy renowacji domów.

Ostatecznie wyłoniono 12 kandydatów zdecydowanych na wszystko, żeby tylko znaleźć pracę. Byli wśród nich ojcowie rodzin, nad którymi wisiała groźba utraty domu, kilkoro młodzieńców wykwalifikowanych w komputerowych grach i pobieraniu kieszonkowego od rodziców, znalazł się też jeden stolarz oraz dwaj zdeklarowani fascynaci osiedlowej siłowni. Wszyscy zdeterminowani, żeby za pośrednictwem telewizji pokazać światu, że mają rację: imigranci zabierają im pracę, z którą oni sami świetnie sobie poradzą.

12 worków, 20 funtów
Pierwszego dnia do fabryki ziemniaków dwaj Brytyjczycy spóźnili się około pół godziny. Trzeci nie pojawił się wcale, wysyłając menagerowi wiadomość, że jest chory. Praca odbywa się tam w trzyosobowych zespołach, więc Brytyjczykom dokooptowano pracownika z Portugalii. – Ja cię nie namawiam, ale nie chcesz wrócić do swojego kraju? – zagadywał go brytyjski kolega, co rusz ucinając sobie pogawędkę na temat polityki imigracyjnej rządu. W połowie dnia okazało się jednak, że miejscowych przerosła matematyka. Na palecie miało być po 12 paczek ziemniaków, oni zaś kładli ich tam tylko 10. W rezultacie trzeba było przepakować cały transport. – Każdy ma czasem gorszy dzień – oburzył się jeden z nich, gdy przełożony zwrócił im uwagę. – Każdy czasem ma problemy z liczeniem!

Gorzej poszło w hinduskiej restauracji, gdzie drugiego dnia z czworga nowych pracowników stawił się tylko jeden. Walczył dzielnie. Poddał się dopiero w czasie lunchu tłumacząc, że nie rozumie treści zamówień, bo nie są one po angielsku.

Przy zbiorze szparagów okazało się natomiast, że Brytyjczycy robią to na tyle niedbale, że stale trzeba po nich poprawiać, co dezorganizuje pracę całego zespołu. Gdy pochodzący ze Słowacji przełożony zwrócił im uwagę, jeden z nich po prostu odszedł obrażony. – Emigrantom nauka zajmuje przeciętnie mniej więcej cztery godziny – wyjaśnił właściciel szparagowego pola. Swym pracownikom płaci na akord, a przeciętna dniówka wynosi u niego ok. 50 funtów. Po dwóch dniach Brytyjczycy zarobili przeciętnie po ok. 20 funtów – Nie stać mnie na takich ludzi – skomentował krótko farmer.

Nieco lepiej poszło ostatniemu z Brytyjczyków – specjaliście od budownictwa. Choć gwoździe wbijał krzywo i jakość jego pracy nie była najlepsza, robotę skończył w terminie i utrzymał posadę. Jak jednak podało BBC w komentarzu, stolarz zniknął z niej bez śladu już dwa tygodnie później.

Davis utarł nosa
Na koniec reportażu, który BBC wyemitowała w ubiegłą środę, pojawiły się komentarze podsumowujące cały eksperyment. Jeden z szefów fabryki ziemniaków zapytany co zrobiłby, gdyby pewnego dnia obcokrajowcy przestali u niego pracować, odpowiedział bez ogródek, że zamiast zatrudniać miejscowych, zainwestowałby pewnie w automatyzację produkcji.–  Musiałbym zamknąć biznes, bo Brytyjczycy chyba nie poradziliby sobie z tą pracą – dodał hinduski restaurator. Wniosek, jaki taktownie wyciągnął ze swego materiału sam jego autor, był taki, że zjawisko imigracji jest bardziej skomplikowane niż się wydaje oraz że nie warto sprawy upraszczać.

Już następnego dnia po emisji reportażu został on głośno skrytykowany. Głos na forach internetowych zabrali bezrobotni Brytyjczycy, którym Davis trochę utarł dumnego nosa i wytrącił z ręki wymówkę o tym, że mimo starań, pracy znaleźć nie mogą.  Swoje dołożyli też niektórzy parlamentarzyści, stając murem za wyborcami.

– Program pokazał, że miejscowe firmy nie poradziłyby sobie bez emigrantów, co jest oczywistym nonsensem – powiedział reprezentujący m.in. Wisbech poseł Malcolm Moss. Jego zdaniem imigracja to nie tylko praca, ale również inne aspekty społeczne, które dziennikarze przemilczeli. Mowa np. o przeludnieniu, szkołach pełnych dzieci nie mówiących po angielsku czy długich kolejkach do lekarzy. – Myślę, że ten program właściwie pokazał zarówno sytuację imigrantów, jak i postawę, którą względem pracy prezentują niektórzy z miejscowych – skomentował natomiast Erbie Murat, miejski sekretarz z Wisbech.

goniec.com

Skomentuj na forum: the-day-the-immigrants-left-t1080.html




Top